Ostatnio opisaliśmy, jak zainstalować Movie Maker w systemie Windows 11 (co działa również w Windows 10) i przywrócić tym samym klasyczny edytor wideo, który Microsoft porzucił bez większych wyjaśnień. Jednak Redmond postanowił wypełnić tę lukę, przejmując Clipchamp we wrześniu 2021 roku, tuż przed oficjalną premierą swojego nowego systemu operacyjnego. Co dokładnie oferuje ten edytor?
TikToks, Historie, Shorts… tworzenie wideo w sieci eksplodowało. Coraz więcej użytkowników dołącza do trendu udostępniania krótkich klipów z poziomu swoich urządzeń mobilnych bez większych modyfikacji, ale w niektórych przypadkach pojawia się potrzeba wprowadzenia poprawek, a wraz z nią konieczność zmierzenia się z edytorem wideo.
W swoim czasie Microsoft oferował Movie Maker. Zmienił jego nazwę, potem ogłosił wycofanie, a w Windows 10 zastąpił go edytorem w aplikacji Microsoft Photos (którego nikt nie używa). Przy okazji premiery Windows 11 Redmond postanowił zmienić strategię i przejął edytor Clipchamp we wrześniu 2021 roku. Dziś Clipchamp jest częścią wszystkich nowych instalacji Windows 11, ale użytkownicy Windows 10 mogą go znaleźć w Microsoft Store, jeśli chcą go wypróbować. A mówiąc o testach, czego możemy się spodziewać po Clipchamp? Czy ma to, czego potrzeba, aby zastąpić Movie Maker?
Poznajmy Clipchamp, edytor wideo Windows 11
Po kliknięciu ikony szybko zauważamy, że Clipchamp nie jest aplikacją w pełni lokalną, ale wrapperem do edycji online. Do tego dochodzi prośba o rejestrację… nawet dla użytkowników, którzy logują się do Windows i sklepu przy użyciu swojego konta Microsoft. Jakby tego było mało, Clipchamp poprosi o powiązanie obu kont, jeśli jesteśmy starszymi użytkownikami. Proces jest prostszy, gdy mamy już konto Microsoft, ale wszystko wydaje się zbędne.
Pomijając to, Clipchamp stara się zrekompensować brak tutoriali zestawem szablonów (na przykład „YouTube” lub „Tik Tok”), aby nowi użytkownicy mogli tworzyć filmy bez większych przeszkód. Inną opcją jest rozpoczęcie nagrywania, a tutaj robi się ciekawiej, ponieważ pozwala nagrywać z kamery internetowej, nagrywać to, co dzieje się na ekranie, oraz nagrywać oba te elementy jednocześnie, co jest idealne do tworzenia instrukcji lub poradników. Plusem, o którym warto wspomnieć, jest text-to-speech, obsługujące 70 języków i jeszcze większą liczbę głosów.
Importowanie multimediów w Clipchamp nie wymaga niczego więcej niż kliknięcia przycisku „+” (tuż pod logo) i obsługuje zarówno przeciąganie plików lokalnych, jak i wysyłanie z usług w chmurze (Google Drive, OneDrive, Dropbox itp.) oraz przesyłanie plików ze smartfona. Jeśli nie chcesz używać własnych materiałów na tym etapie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby skorzystać z filmów, muzyki i dźwięków stockowych, które Clipchamp udostępnia bezpłatnie. Oś czasu znajduje się na dole interfejsu, a zmiana wyglądu ma swój przycisk w prawym górnym rogu.
Na koniec tego przeglądu, Clipchamp przyjmuje model freemium: jego darmowy tryb umożliwia nieograniczony eksport filmów w maksymalnej rozdzielczości 1080p (wcześniej było to 480p, co było koszmarem), natomiast bardziej zaawansowane plany zaczynają się od miesięcznej opłaty 9 dolarów. Podsumowując, Clipchamp ma funkcje wystarczająco nowoczesne i intuicyjne, aby zastąpić Movie Maker, ale musi stać się bardziej offline i nie nalegać tak mocno na „edycję wideo jako usługę”.
*(Od redakcji: szukasz poradnika? Jeśli angielski nie stanowi problemu, Kevin Stratvert wykonał znakomitą robotę w swoim materiale.)*
**Clipchamp w Microsoft Store:** Kliknij tutaj