To podróż w głąb najbardziej szalonej strony tworzenia gier. Projekt, który wygląda jakby powstał podczas gorączkowej nocy przy piwie w gronie przyjaciół, jakoś udało się zrealizować. To najbardziej zwariowana bijatyka wszech czasów, a jej nazwa to "Dong Dong Never Die". Przygotuj się na zaskoczenie.
Nie wiem, jak wyglądała historia, ale wyobrażam ją sobie mniej więcej tak: «grupa chińskich kumpli na imprezie, pijanych i w pełni rozbawionych. W pewnym momencie jeden zakłada krawat jak opaskę na głowę i zaczyna krzyczeć "Hadouken, Hadouken", wykonując klasyczny gest Ryu. Inny szalony gość z grupy podchwytuje, zakłada czarne okulary, które miał w kieszeni, i pierwszy lepszy kapelusz, i zaczyna go atakować dla żartu, krzycząc jakieś okrzyki wojenne. Pozostali przyjaciele, którzy patrzyli, śmiejąc się do rozpuku, pijani, widzą w tej śmiesznej scenie idealny pomysł na najbardziej szaloną bijatykę świata. Obiecują sobie zabrać się do pracy następnego dnia i piją dalej piwo. A potem wydarzyło się coś niewyobrażalnego: ta gra została stworzona.
Tłumaczenie oryginalnej nazwy „Dong Dong Never Die” brzmiałoby „Dong Dong: The Immortal Legend”, ale – zgodnie z tradycją chińskiego bootlega – przetłumaczono ją kiepsko i tak już zostało. Historia gry jest równie schizofreniczna i trudna do opisania. Wystarczy powiedzieć, że wszystko zaczyna się, gdy Skynet wysyła w przeszłość Sheng Hua Nana, super potężnego Terminatora, by zniszczył przywódcę ruchu oporu. Ale Dong Dong, John Connor tej bajki, nie zwlekając, wysyła drugiego, przeprogramowanego Terminatora, by się chronić. Wszystko dzieje się w tym samym momencie, gdy mistrzostwa mają wyłonić najlepszego wojownika w całych Chinach. FIGHT!
Z 24 wojownikami, każdy bardziej szalony od poprzedniego, „Dong Dong Never Die” to mieszanka Mortal Kombat (za sprawą fotorealistycznych, pre-renderowanych grafik) i Street Fighter 2 (ze względu na układ sterowania, sceny i postacie). Są wojownicy na każdy gust, wszyscy porąbani. Każda postać jest wzorowana na którymś z kumpli z ekipy deweloperskiej, przebranych w rzeczy, które można znaleźć w każdym domu i które w tym kontekście czynią tę grę prawdziwą wizualną halucynacją.
Poza tym, wbrew oczekiwaniom, „Dong Dong Never Die” ma niezwykłe wykończenie, jak na niezależną produkcję o darmowej dystrybucji (prawdopodobnie stworzoną w M.U.G.E.N). Sceny są animowane i parodystyczne, zbudowane z uroczego kolażu poruszających się fotografii; wiele utworów to remiksy klasyków wszech czasów (a te, które nie są, są całkowicie obłąkane), a sterowanie jest płynne i bardzo responsywne, co sprawia, że granie to przyjemność. Ponadto jest dobry balans między wojownikami, każdy ma kilka (bardzo szalonych) specjalnych ataków i dwie super moce do wykonania, gdy pasek mocy na to pozwala.
Podsumowując, „Dong Dong Never Die” to najlepszy przykład tego, by nie oceniać książki po okładce. Jeśli ktoś myśli, że ci goście to wariaci, traci coś. Bo tak, ci, którzy zrobili tę grę, są szaleni, ale tak samo utalentowani i wytrwali. Bo „Dong Dong Never Die” to doskonała bijatyka, która przełamuje schematy w prezentacji, ale zachowuje ducha i mechaniki gatunku. Każdy, kto grał w podobne gry, opanuje sterowanie w kilka sekund i zacznie doskonalić umiejętności między walkami. Ma tryb online, ale jego skonfigurowanie może być bólem głowy. Powodzenia! Tak czy inaczej, możesz grać z przyjacielem na tym samym PC, więc lepiej pielęgnuj ludzką obecność.
Chcesz w to zagrać, prawda? No to świetnie! Kliknij tutaj i pobierz pełny pakiet (lub tutaj, jeśli boisz się wejść na UptoDown, choć ta wersja zgłasza błędy). Potem wystarczy rozpakować, wejść do folderu GAME i kliknąć na "GAME.exe". Listę ruchów masz w ogromnym pliku JPG, w głównym folderze, z wieloma chińskimi znakami. Miłej zabawy!