Więc zaczynamy znowu. Kolejny obrót wokół Słońca, znów cztery pory roku, znów wszystko od nowa, ale starsi. Ciągły wieczny powrót. Trochę jak pętle Animowanego Wysypiska Tygodnia, które ledwo się kończą i zaczynają od nowa, i tak w nieskończoność lub dopóki nie zamkniesz karty. Metafora życia? Nie, tylko kilka minut rozrywki. Jak zawsze, w towarzystwie piosenki. W tym przypadku...
The Last Stand Sabatona. Piosenka, która prawie nawróciła mnie na katolicyzm. Prawie. Ciesz się tym!