Windows 10 Refresh Tool to narzędzie oferowane przez Microsoft, które pozwala przeprowadzić czystą instalację systemu. Załóżmy, że kupiłeś komputer z preinstalowanym Windows 10. System działa bez zarzutu, ale to, co cię doprowadza do szału, to „śmieci satelitarne” – czyli bloatware. Korzystanie z narzędzi takich jak PC Decrapfier jest proste, zawsze można też iść na piechotę i ręcznie pozbyć się niechcianych programów. Nie można jednak zapominać, że Microsoft ma własne rozwiązanie – Windows 10 Refresh Tool – do wspomagania czystych instalacji.
Bloatware to wróg, który w taki czy inny sposób dotknął wszystkie pokolenia użytkowników. Wystarczy włączyć smartfon lub tablet, by przekonać się, że nie potrzebujemy połowy tego śmiecia, który jest na nich preinstalowany, a na komputerach sytuacja jest jeszcze gorsza. Kto w zdrowych zmysłach będzie zadowolony z wersji próbnej antywirusa, która pożera pół gigabajta RAM w tle? Nie mówiąc o wersjach próbnych pakietu Office, które wydają się przyklejone do dysków twardych. Bloatware to przede wszystkim kwestia biznesowa, ale jedynym przegranym jest użytkownik. Rzekome „oszczędności” przy zakupie systemu zamieniają się w stratę czasu na usuwanie całego tego badziewia. Windows 10 oferuje mechanizm „resetu”, ale jest jeden haczyk – zależy on od „obrazu odzyskiwania”, który nowe komputery zwykle przechowują w partycji pomocniczej (prędzej spadnie śnieg w lecie, niż Microsoft znów dołączy DVD lub pendrive’y z licencjami OEM). Ten obraz już zawiera cały fabryczny bloatware, więc przywracanie go nie ma żadnego sensu.
Czym jest Windows 10 Refresh Tool?
W tym miejscu zaawansowani użytkownicy sięgają po tak zwaną „opcję nuklearną”, znaną też jako „filozofia porucznik Ripley”, czyli po prostu wysadzenie wszystkich partycji w powietrze i zaczęcie od zera ze świeżo pobranym obrazem systemu Windows. Gigant z Redmond udostępnia zewnętrzne narzędzie do wspomagania tego procesu – Windows 10 Refresh Tool. Jest bardzo małe, ma mniej niż 400 kilobajtów, ale w przeciwieństwie do wewnętrznego „resetu” Windows 10, ten program pobiera obraz z serwerów Microsoftu (średnio 3 GB). Jak głosi opis, ten obraz nie będzie miał „nic” wspólnego z komputerem – od preinstalowanego bloatware po sterowniki, które trzeba będzie pobrać ponownie (chyba że Windows Update je posiada).
Proces może być destrukcyjny (to standard w takich przypadkach), ale istnieje też możliwość wskazania Windowsowi, aby chronił nasze pliki osobiste. Tekst nie precyzuje, jakie dane Microsoft uznaje za „osobiste”, ale przypuszczam, że chodzi o zachowanie profili użytkowników. Bloatware nie zniknie, ale to dobrze, że coraz częściej traktuje się go jako problem i że oficjalne kanały oferują narzędzia do walki z nim.