Historia zapowiedzianego kryzysu. The Pirate Bay postawiło sieć na głowie swoim eksperymentem z koparką kryptowalut, aby wyeliminować reklamy, ale to tylko wierzchołek góry lodowej. W ciągu kilku godzin pojawiły się dedykowane rozwiązania, mające na celu blokowanie działania minerów na stronach i w usługach, jednak mechanika „ja też” sprawiła, że znalazły się one w rozszerzeniach dla Google Chrome. Pierwszym przypadkiem jest SafeBrowse, które miało ponad 140 tysięcy użytkowników przed odkryciem...

Wykryto pierwsze rozszerzenie dla Chrome z wbudowanym minerem
SafeBrowse

Wyobraźmy sobie program lub usługę z setkami tysięcy użytkowników... a może i milionami. Popularność buduje się dzięki dobremu wsparciu, spełnionym obietnicom i zaufaniu. Wtedy niektórzy programiści postanawiają „nagiąć” to zaufanie na swoją korzyść, a strzał w stopę. „nagiąć” to zaufanie na swoją korzyść, a strzał w stopę. Test The Pirate Bay oparty na Coinhive wywołał zamieszanie nie dlatego, że strona szuka alternatywnego źródła finansowania, ale dlatego, że nigdy nie zapytała o to swoich użytkowników. Teraz, gdy sytuacja została „wybielona”, opinie są nieco podzielone, ale to dotyczy tylko The Pirate Bay. Od początku wiedzieliśmy, że to kwestia czasu, zanim „wybielona”, opinie są nieco podzielone, ale to dotyczy tylko The Pirate Bay. Od początku wiedzieliśmy, że to kwestia czasu, zanim minery JavaScript się rozmnożą, a dziś kolej na SafeBrowse.

Wykryto pierwsze rozszerzenie dla Chrome z wbudowanym minerem

Zasadniczo mamy do czynienia z pierwszym udokumentowanym przypadkiem rozszerzenia dla Google Chrome z wbudowanym minerem. Przy ponad 140 tysiącach użytkowników nie trzeba było długo czekać na zgłoszenia o wysokim zużyciu procesora. Ludzie z BleepingComputer zdobyli kopię rozszerzenia (dotknięta wersja to 3.2.25), przeanalizowali jego kod i znaleźli wiele odniesień do Coinhive. Na komputerze z procesorem Core i5 miner zajmował średnio 61 procent dostępnych zasobów, z pikami sięgającymi 100 procent. Po usunięciu rozszerzenia zachowanie Chrome w stosunku do procesora wróciło do normy.

Co mówią twórcy SafeBrowse? Że rozszerzenie nie otrzymało żadnej aktualizacji od miesięcy i że obecność minera jest dziełem ataku. Z drugiej strony ich historia nie jest do końca czysta: SafeBrowse już raz się splamiło w listopadzie 2015 roku, kiedy grupa badaczy wykryła funkcje śledzenia działające bez zgody użytkowników. Google uciął to szybko i usunął SafeBrowse ze sklepu, ale jeśli tak łatwo jest wstawić złośliwy kod do rozszerzeń Chrome, to będzie musiało wprowadzić znacznie głębsze zmiany.

BleepingComputer