Niektóre gałęzie fizyki są znacznie trudniejsze do przekazania niż inne, a jeśli jest jedna, która wyróżnia się złożonością, to jest nią mechanika kwantowa. Nie przeszkadza to jednak błyskotliwym umysłom w tworzeniu z niej humoru. Instytut Informacji i Materii Kwantowej w Caltech zdołał połączyć siły z takimi gwiazdami jak Keanu Reeves, Paul Rudd, Zoe Saldana, Simon Pegg i John Cho, współpracując z jedynym i niezrównanym Stephenem Hawkingiem.
Pierwszy film: „Anyone Can Quantum”
Na początku tego roku krótki, prawie dwunastominutowy film podbił Internet, stając się natychmiastowym hitem. Jego tytuł to „Anyone Can Quantum”. Gdybyśmy powiedzieli tylko, że opiera się na mechanice kwantowej, wielu naszych czytelników miałoby trudności ze zrozumieniem, skąd wzięła się jego popularność. To nie jest też „tradycyjne” spojrzenie na mechanikę kwantową, lecz dziwna przygoda, w której Keanu Reeves wciela się w futurystycznego przewodnika, który musi zapewnić istnienie swojej rzeczywistości, wysyłając wiadomość 700 lat w przeszłość, aby Paul Rudd (Ant-Man) przekonał świat, że każdy może przyswoić sobie koncepcje mechaniki kwantowej. Jest jednak mały szczegół: Rudd musi pokonać Stephena Hawkinga w kwantowej partii szachów…
Drugi film: „Quantum Is Calling”
Tak, ten film jest genialny. Odniesienia, elementy poboczne (takie jak tweety Neila Tysona, Conana O’Briena, NASA i papieża Franciszka), a przede wszystkim talent zaangażowanych osób uczyniły z „Anyone Can Quantum” najlepsze dwanaście minut, jakie każdy może spędzić na YouTube. Ale historia na tym się nie kończy. Dzięki znakomitemu przyjęciu tego filmiku pomysł na sequel szybko nabrał kształtu i tak oto Instytut Informacji i Materii Kwantowej w Caltech, we współpracy z Instytutem Neuronauki Kavli, Cinestar Pictures i Trouper Productions, dostarcza nam „Quantum Is Calling”, w którym ponownie Stephen Hawking jest jedną z głównych postaci, tym razem u boku Zoe Saldany:
I tak, „Quantum Is Calling” jest tak dobry jak pierwszy. Bez wątpienia mamy do czynienia z nietypowym sposobem komunikowania nauki, ale poza sytuacjami okazuje się zaskakująco skuteczny. Coś mi mówi, że w przyszłości zobaczymy nowe filmy, a zakończę stwierdzeniem, że świat potrzebuje częściej słyszeć Zoe Saldanę przeklinającą po hiszpańsku.
(Przyp. red.: Drugi film ma hiszpańskie napisy.)