Googlebook OS bazuje na Androidzie i ma interfejs przystosowany do laptopa, ale w codziennej pracy przeszkadzają ograniczenia obsługi plików i części aplikacji. Taką ocenę przedstawił Ryan Whitwam w recenzji, a pojedynczy właściciele Lenovo i Dell XPS opisują zarazem działające przepływy programistyczne w środowisku Linux — z zastrzeżeniami dotyczącymi wygody. Recenzja Whitwama ukazała się 16 października 2026 roku.

Osobom zainteresowanym samym harmonogramem urządzeń przybliżaliśmy wcześniej przedsprzedaż i zapowiadane terminy Googlebooków. Tu ważniejsze jest to, jak system radzi sobie z plikami, aplikacjami i narzędziami deweloperskimi.

Android z pulpitem laptopa

Według Whitwama Googlebook OS pozostaje Androidem pod spodem, choć oferuje elementy typowe dla komputera: pliki i skróty na pulpicie, widżety, dzielony ekran oraz wiele pulpitów. Recenzent uznał jednak zarządzanie oknami za mniej intuicyjne i mniej rozbudowane niż w macOS czy Windows. Podczas jego testów system zamykał też aplikacje przy dużym obciążeniu pamięci, a po ponownym uruchomieniu część z nich wczytywała się od początku.

Integracja z telefonem również nie zawsze działała płynnie. Whitwam podał, że testowane przez niego funkcje Better Together wymagały Androida 17, a stabilne połączenie wymagało wspólnej sieci Wi-Fi. Continue On rzadko działało w jego próbach; dublowanie aplikacji było nieregularne, obejmowało jedną aplikację naraz, a przeniesione aplikacje nie pozostawały aktywne w tle.

Pliki i aplikacje: najważniejsze tarcia

W teście Whitwama wbudowana aplikacja Files pozwalała uzyskać dostęp do plików telefonu, ale transfery były powolne, a przepływ działał tylko w jedną stronę. Aplikacji brakowało kart i obsługi udziałów sieciowych. To istotna różnica dla osób pracujących z plikami na serwerze NAS lub korzystających z kilku folderów jednocześnie.

Google Drive w sprawdzanej konfiguracji pozwalał udostępniać offline pojedyncze pliki, ale nie synchronizował całych folderów. Gmail, Kalendarz Google i Drive działały jako aplikacje internetowe PWA. Whitwam zauważył też, że zapisany folder offline w Dropboxie wymagał ręcznego odświeżania.

Problemy dotyczyły również aplikacji używanych na dużym ekranie. Photoshop miał słabo przeskalowany, mobilny interfejs i niewiele skrótów klawiaturowych. Część aplikacji projektowanych z myślą o telefonie ignorowała na laptopie najechanie kursorem lub kliknięcie prawym przyciskiem. Sama obecność aplikacji w Androidzie nie przesądza więc o wygodzie pracy z nią na komputerze.

Jak właściciele opisują programowanie w Linuxie

Właściciel Lenovo Googlebook opisał uruchamianie lokalnych serwerów Next.js i procesów Node.js oraz korzystanie z Claude Code i Heroku CLI. Chwalił też dyktowanie przez Rambler, ale wskazywał na kłopotliwy dostęp do folderów projektów w środowisku Debian i brak obsługi Codex w jego konfiguracji. W osobnym wątku właściciel Dell XPS Googlebook wymienił skrypty bash i Python, zadania cron, zdalne połączenia SSH oraz aplikacje Linux z interfejsem graficznym. Obie relacje właścicieli i opis konfiguracji Dell XPS dotyczą konkretnych urządzeń i indywidualnych zastosowań.

W relacji właściciela Dell XPS aplikacje graficzne otwierały się w wirtualnym pulpicie wewnątrz Terminala, a nie jako zwykłe okna Androida. To praktyczne rozróżnienie: można opisać działający przepływ Linuxowy, nie zakładając przy tym, że każda aplikacja deweloperska będzie działać lub zachowywać się jak natywny program desktopowy.

Właściciel Lenovo potwierdził też, że w jego Terminalu wklejanie tekstu działało skrótem Ctrl+Shift+V po sugestii innego uczestnika wątku. To konkretna wskazówka z jednej konfiguracji.

NoodleFiles: prywatny eksperyment z menedżerem plików

Ograniczenia Files skłoniły Whitwama do zbudowania własnego menedżera plików NoodleFiles przy użyciu Antigravity i Gemini 3.8 Flash. Dodał do niego karty, udziały sieciowe, rozwijane drzewo folderów i podglądy plików. Pierwsza działająca wersja powstała szybko, ale jej dopracowanie zajęło mu kolejne godziny i dni.

NoodleFiles był eksperymentem Whitwama, a nie standardowym składnikiem Googlebook OS. Nie miał też tak głębokiej integracji z telefonem i systemem jak wbudowana aplikacja Files.