Jak już nieraz wspominaliśmy, cykle biznesowe różnią się od tego, co obserwujemy na rynku konsumenckim. Dostawcy nie znoszą tej prawdy, ale dopóki konkretna kombinacja sprzętu i oprogramowania pozostaje stabilna, niezawodna i łatwa w utrzymaniu, nie ma powodu, by ją zmieniać. Tak właśnie stało się z serwerem Stratus wykorzystywanym przez Great Lakes Works EGL. Włączono go po raz pierwszy w 1993 roku i nie odnotowano ani jednej nieplanowanej przerwy.
Sprzęt się psuje – nie ma innego wytłumaczenia. Niektóre komponenty są odporniejsze niż inne, ale wraz z upływem lat trzeba liczyć się z awarią. Pierwszą linią obrony jest klasyczna redundancja. Częste kopie zapasowe i zapasowy komputer mogą doprowadzić nas bardzo daleko i oszczędzić wielu bólów głowy. W świecie centrów danych redundancja nie jest opcjonalna. Zasilacze, dyski twarde, a nawet całe serwery podlegają tej zasadzie. Wiele firm jednak intensywnie stosuje powiedzenie „jeśli nie jest zepsute, nie naprawiaj” oraz „nie jest przestarzałe, jeśli nadal go używam” Jeśli nam nie wierzycie, to istnieje serwer, który działa od 1993 roku.
Serwer należy do Great Lakes Works EGL i jest pod opieką inżyniera Phila Hogana. Przez 24 lata działania serwer zużywał dyski, zasilacze i inne podzespoły, ale redundancja utrzymywała go w działaniu, gdy był potrzebny. Według Hogana serwer nigdy nie miał nieplanowanej przerwy a szacuje, że 80 procent sprzętu jest oryginalne. Hogan powiedział również, że nie było trudno znaleźć kompatybilne części u zewnętrznego dostawcy, ale Stratus szacuje, że wciąż mają własne zapasy.
System operacyjny jest autorski (Stratus VOS), a jego ostatnia aktualizacja miała miejsce na początku ubiegłej dekady. Trudno sobie wyobrazić, że przy wszystkich cyberatakach i incydentach bezpieczeństwa system bez częstych aktualizacji pozostaje nienaruszony, ale Hogan powiedział, że jest „wyjątkowo stabilny”, a co najważniejsze: użytkownicy nie narzekali. Serwer ma zostać wycofany w kwietniu. 24 lata. Dla sprzętu to całe tysiąclecie.