Opowiem wam o wydarzeniu, które miało miejsce niedawno, a które opisałem tymi słowami na moim profilu na Facebooku, a dotyczyło łasicy, która pojawiła się na tyłach mojego domu. Razem z żoną nazwaliśmy ją Cuca, a nawet nagraliśmy jej filmik. Dla waszej informacji – ponieważ wspominam o nich w opowieści – La Rubia i Pampa to moje psy.
https://www.facebook.com/maximiliano.ferzzola/videos/10156746324861808/
Wczoraj znaleźliśmy martwą Cucę, łasicę. Było już ciemno, gdy wracaliśmy z Marią z ogródka i o mało nie upadłem, potykając się o jej zwłoki. Leżała na przednim podwórku mojego domu, kilka metrów od wejścia, tuż przy zbiorniku z deszczówką, którą podlewamy figowca.
Cuchnęło zgnilizną, jak to u łasic, więc szybko zidentyfikowałem denata, mimo że było ciemno. Po szybkich oględzinach, z użyciem kija od miotły i latarki, zauważyłem, że ofiara nie miała ran charakterystycznych dla ataku psa. Ciało było jeszcze wiotkie, pysk otwarty, a język wystawał w dość dziwny sposób. Wokół miejsca, gdzie leżała, znaleźliśmy też to, co mogę opisać tylko jako „krwawą biegunkę”.
La Rubia była oszalała i chciała się bawić z truchłem, więc postanowiłem zakończyć moje śledztwo w stylu CSI, zapakować ciało do worka i oczyścić teren wybielaczem, wodą i jeszcze raz wybielaczem. Moje podejrzenia wskazują, że łasica została otruta. Brak śladów walki i krwawe odchody obok zwłok na to wskazują. Główny podejrzany to oczywiście sąsiad z tyłu, ten, który ma kurnik.
Łasica mieszkała na moim podwórku, jak widać na nagraniu w pierwszym komentarzu. Oczywiście zwierzę żywiło się na podwórku sąsiada, jajkami i pisklętami. Podczas jednej z wypraw łasica zjadła tam coś, co ją otruło. Trucizna nie działa od razu, więc umarła później, powoli, w swoim domu – na moim podwórku.
La Rubia wróciła ze mną, więc to nie ona wyciągnęła zwłoki łasicy z kryjówki. Pampa nie ma takiego charakteru i raczej unika tego, czego nie zna. Moja konkluzja jest więc taka, że łasica, umierając, wyszła z kryjówki, żeby napić się wody (bo tak sobie wyobrażam, że łasice robią, gdy są otrute i umierają). Jej ciało zostało bardzo blisko zbiornika z deszczówką, tego samego, który być może złagodziłby jej cierpienie przed śmiercią.
Sprawa zamknięta.
Skoro mam już mnóstwo ludzi, którzy są wierni moim bzdurom i polecanym przeze mnie filmom, chciałbym przeprowadzić eksperyment przeznaczony tylko dla osób, które nie mieszkają w Argentynie. „Esperando la Carroza” to, moim zdaniem, najlepsza rodzima komedia i (prawdopodobnie) najlepszy film, jaki powstał w moim kraju. Zawsze zastanawiałem się, co obcokrajowiec mógłby sądzić o filmie tak osadzonym w lokalnych realiach i tak przezabawnym, pełnym nawiązań do narodowej mentalności. Czy odważysz się go obejrzeć i powiedzieć mi, co o nim myślisz? Możesz go zobaczyć za darmo (i legalnie) na Cine.ar (który jest jak argentyński Netflix) albo na na YouTube, jeśli nie chcesz się rejestrować (chociaż polecam). A skoro już o tym mowa... jeśli spodobał ci się „Esperando la Carroza”, zapisz sobie: „La Nona”, kolejny narodowy skarb, czarna komedia o starszej pani, która nie może przestać jeść (które też możesz obejrzeć na YouTube).