Caveat emptor. „Niech kupujący ma się na baczności” – dobra rada, gdy platformy e-commerce, takie jak Aliexpress, kuszą nas produktami w niewiarygodnych cenach. Jak niewiarygodnych? To proste: jeśli sprzedawca oferuje 100 gramów cyny za mniej niż trzy dolary, a jego profil ma ponad 50 tysięcy sprzedanych sztuk, to nieuchronnie przyciąga uwagę… ale kanał „bigclivedotcom” na YouTube postanowił ocenić tę cynę, a co najważniejsze, sprawdzić, ile materiału faktycznie jest na szpuli.
Wielu entuzjastów przysięga na cynę, której używają, podczas gdy inni lutują byle czym. Osobiście należę do drugiej kategorii: kupiłem szpulę 60/40 o średnicy 0,7 mm lata temu i wciąż jestem daleki od jej końca. Trochę topnika tu, odrobina dodatkowego ciepła tam, a rezultaty są mniej więcej przyzwoite do każdego projektu DIY… ale gdy szpula Weller nie spada poniżej 20 euro, logiczne jest, że potencjalni użytkownicy szukają ofert w sieci. Problem w tym, że zwykle je znajdują…
Chińska cyna: 100 gramów = „100 gramów”
Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu, gdy „bigclivedotcom” kupił szpulę z 100 gramami tajemniczej cyny na Aliexpress za mniej niż trzy dolary (przyp. red.: 99 centów euro w momencie pisania tego tekstu). Miał dwa początkowe pytania: jak dobrze działa i ile cyny faktycznie jest na szpuli. „bigclivedotcom” wspomina w filmie, że zapach topnika jest „bardzo agresywny”, ale cyna spełnia jedną ze swoich obietnic – lutuje stal nierdzewną (test na aluminium zakończył się porażką). Po usunięciu całej cyny ze szpuli i zważeniu samego plastiku, waga wskazała 61 gramów. Użytkownik otrzymuje mniej niż 40 procent cyny deklarowanej na etykiecie.
W swoim ostatnim filmie „bigclivedotcom” powtórzył ten sam proces dla szpul 50 i 20 gramowych, ale to nie wszystko: John, jeden z jego subskrybentów, przeprowadził analizę rentgenowską szpuli 100-gramowej i odkrył, że skład to 95 procent ołowiu, 5 procent cyny i podejrzany ślad kadmu. Co z pozostałymi szpulami? Ta o wadze 20 gramów ma faktycznie 9, a 50-gramowa ma 18 gramów prawdziwej „cyny”.
Dlaczego więc sprzedawcy to robią? To stary trik na platformach internetowych: inwestycja jest na tyle mała, że użytkownik nie zawraca sobie głowy odsyłaniem produktu i/lub żądaniem zwrotu pieniędzy. Pomnóż te trzy dolary przez tysiące sprzedaży z darmową wysyłką… i oszustwo samo się tłumaczy.