Wiadomość pojawiła się po raz pierwszy w marcu ubiegłego roku. Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych ogłosił, że litewski obywatel Evaldas Rimasauskas został oskarżony o kradzież 100 milionów dolarów od „dwóch międzynarodowych firm” w ramach kampanii phishingowej. Wtedy nazwy firm nie zostały ujawnione, ale Fortune po długim śledztwie ujawnił, że ofiarami były Facebook i Google. Zdecydowana większość środków została już odzyskana, ale jest jeden drobny szczegół: żadna z tych dwóch firm nie poinformowała swoich akcjonariuszy o oszustwie.
Historia oszustwa
Historia zaczyna się od Evaldasa Rimasauskasa, 48-letniego Litwina, który w 2013 roku rozpoczął złożoną kampanię phishingową za pośrednictwem poczty elektronicznej. Rimasauskas podszywał się pod Quanta Computer, tajwańskiego giganta sprzętowego z imponującą listą klientów, wśród których wyróżniają się Apple, Amazon, Hewlett-Packard, Cisco i Sony. Rimasauskas zadbał o sfałszowanie adresów e-mail, rachunków i pieczęci firmowych do tego stopnia, że udało mu się oszukiwać swoje ofiary przez dwa lata. Wyłudzona przez Rimasauskasa suma wyniosła 100 milionów dolarów, rozłożona na wiele kont w całej Europie Wschodniej.
Oskarżenie i milczenie
Formalne oskarżenie ze strony Departamentu Sprawiedliwości zostało złożone w grudniu 2016 r., ale proces stał się publiczny w marcu tego roku. Ze sprawcą przebywającym w areszcie na Litwie, oczekującym na ekstradycję, i po obliczeniu ostatecznej sumy, jedyne, co pozostało do ustalenia, to tożsamość ofiar. Ludzie z Fortune przeprowadzili własne wewnętrzne śledztwo i po kilku rozmowach potwierdzili, że poszkodowane firmy to Facebook i Google. Oba internetowe giganty wskazały, że udało im się odzyskać pieniądze, i z ich punktu widzenia uważają incydent za zakończony (albo przynajmniej do czasu, aż Rimasauskas stanie przed sądem). Jednak...
... co zwraca uwagę, to wcześniejsza cisza. Zgodnie z obowiązującymi przepisami dotyczącymi papierów wartościowych, spółki publiczne muszą przekazywać swoim akcjonariuszom wszystkie dostępne informacje o „istotnych zdarzeniach”, a kradzież 100 milionów dolarów należy do tej kategorii, ale przeglądając publiczne rejestry Google i Facebooka, nie widać nic związanego z oszustwem. Teoretycznie to zaniedbanie nie narusza wytycznych Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, a osoby bliskie obu firmom powiedziały, że sprawa Rimasauskasa nie była na tyle duża, by o niej informować. Mimo to decyzja ta zasiewa ziarno wątpliwości. Jak dobra jest wewnętrzna ochrona? Jak kontrolowane są aktywa? Nawet jeśli środki zostały odzyskane, przemilczenie kradzieży milionów dolarów nie budzi wielkiego poczucia odpowiedzialności.
Fortune