Prima aprilis to dzień, w którym internet zamienia się w pole minowe fałszywych wiadomości i żartów. Jednak wczesnym rankiem 1 kwietnia 1989 roku Richard Branson postanowił zrobić żart, który Londyn zapamiętał na długo: poleciał nad miastem UFO.
Richard Branson to człowiek, który nie potrafi usiedzieć w miejscu. W lipcu zeszłego roku został pierwszym miliarderem, który założył firmę kosmiczną i faktycznie poleciał w kosmos, ale jego historia pełna jest prób bicia rekordów, przepraw przez Atlantyk i Pacyfik oraz innych przygód na łodziach i balonach.
Jedna z tych przygód zaczęła się dokładnie o czwartej nad ranem 1 kwietnia 1989 roku, w sam środek prima aprilis. Branson postanowił świętować ten dzień w wyjątkowy sposób – trollując sporą część Londynu, lecąc ogromnym balonem w kształcie UFO. Stroboskopowe światła balonu migały co dziesięć sekund, a w całkowitej ciemności sztuczka była całkiem przekonująca.
Richard Branson na latającym spodku
Gdy balon Bransona leciał nad autostradą M25, kierowcy byli oszołomieni tym widokiem i rzucili się do telefonów alarmowych, aby wyjaśnić, co widzą. Ruch zatrzymał się, radio i telewizja zostały zasypane relacjami z tego wydarzenia, policja zaczęła mobilizować jednostki, a nawet wojsko postawiono w stan gotowości! Najwyraźniej pierwotny plan Bransona zakładał przywitanie Ziemian w Hyde Parku (zasadniczo na jednym z podwórek Królowej), ale pogoda pokrzyżowała mu szyki i wylądował w Surrey Field.
Kiedy balon dotknął ziemi, podszedł do niego funkcjonariusz. Branson miał jednak niespodziankę: drzwi otworzyły się, wypuszczając dym z suchego lodu, a z wnętrza wyszedł karzeł przebrany za kosmitę. Branson powiedział, że funkcjonariusz „odwrócił się i zaczął biec w przeciwnym kierunku", gdy zobaczył mini ET. Oczywiście początkowo policja groziła aresztowaniem Bransona za marnowanie ich czasu, ale złość nie trwała długo i skończyło się na mandacie.
Źródła: Twisted Sifter, Hoaxes.org