Ach... nuklearne gadżety. Algorytm najwyraźniej wie, że tego typu urządzenia mnie fascynują, i znowu wysłał mnie do Muzeum Radiacji i Radioaktywności, aby podziwiać Nu-Klear Fallout Detector. Jak sama nazwa sugeruje, jest to „detektor radioaktywnego deszczu”, który wykorzystywał kulki naładowane elektrostatycznie. Innymi słowy, trzeba było energicznie potrząsnąć detektorem i mieć nadzieję, że kulki nigdy nie spadną...

Nu-Klear Fallout Detector: detektor radioaktywnego deszczu z lat 60.
Nu-Klear Fallout Detector

„Kryzys kubański” rozciągał się od 14 do 28 października 1962 roku. Niektóre źródła przesuwają jego początek o dwa dni, mówiąc o 16., ale pierwszy raport potwierdzający obecność sowieckich rakiet pojawił się rankiem 14. Siły zbrojne USA weszły w stan DEFCON 3, a 24 października SAC (Strategic Air Command) podniósł poziom do DEFCON 2, w którym pozostał do 15 listopada.

Innymi słowy, nigdy nie byliśmy tak blisko wylecenia w powietrze... a niektórzy widzieli ten chaos „Zimna-Wojna-Gotowa-Zamienić-Się-W-Gorącą” jako okazję do interesów. Tak oto dochodzimy do Nu-Klear Fallout Detector, ciekawego urządzenia zaprezentowanego przez Muzeum Radiacji i Radioaktywności.

Nu-Klear Fallout Detector: „Mamy w domu licznik Geigera”

Nu-Klear Fallout Detector: detektor radioaktywnego deszczu z lat 60.
To wygląda jak retro wersja opakowania Tic Tac (!)

Jak dokładnie działa? Detektor ma 3,75 cala (9,52 cm) średnicy u podstawy i 2,5 cala (6,35 cm) wysokości. W środku znajduje się mała przezroczysta rurka z około 40 czerwonymi kuleczkami. Po wstrząśnięciu detektora kulki zyskują ładunek statyczny i przyklejają się do ścianki cylindra. Narażenie na środowisko radioaktywne zwiększa jonizację powietrza wewnątrz detektora, zmniejszając ładunek na kulkach i powodując ich spadek na dno cylindra. Im szybciej spadają kulki, tym wyższy poziom promieniowania.

Nu-Klear Fallout Detector: detektor radioaktywnego deszczu z lat 60.
Kulki spadają w 15–20 minut przy 3 R/h, a w 15–20 sekund przy 90 R/h... tak przynajmniej twierdziła firma.

Muzeum wyjaśnia, że detektor został wyprodukowany przez firmę „Minutemen Industries Inc.” z Chicago, ale pudełko mówi o „Alodan Corporation” w Springfield w Illinois, a inna jednostka wymienia „The Dr. Henry L. Richter Corp. Nu-Klear Div. Dept.” w Pasadenie w Kalifornii. Pojawiają się też dwa nazwiska: Leo Hoegh i Henry Richter.

Nu-Klear Fallout Detector: detektor radioaktywnego deszczu z lat 60.
„Minutemen Industries”... odpowiednia nazwa.
Nu-Klear Fallout Detector: detektor radioaktywnego deszczu z lat 60.
„Natychmiast szukaj schronienia, jeśli wszystkie kuleczki spadną”. Jakby nie budziło zaufania...

Hoegh był gubernatorem Iowa od '55 do '57, potem został szefem FCDA (wiesz, ci goście) do lipca '58, a następnie dyrektorem Biura Obrony i Mobilizacji Cywilnej, które wchłonęło FCDA. Muzeum mówi, że Hoegh był pierwszym, który produkował Nu-Klear Fallout Detector, w latach 1962–1967. Jednak doktor Henry Richter w swojej autobiografii podaje, że kupił patent i stalowe matryce od Hoegha, aby wprowadzić na rynek kilka egzemplarzy.

Nu-Klear Fallout Detector: detektor radioaktywnego deszczu z lat 60.
Oczywiście, miał też reklamę.

Jaki wynik? Fiasko. Nie otrzymał ani jednego zamówienia podczas wstępnych testów marketingowych, a ostatecznie sprzedał „zaledwie kilkaset” detektorów. Co stało się z matrycami, patentem i niesprzedanymi egzemplarzami? Nikt nie wie. Oprócz Nu-Klear Fallout Detector powstały podobne produkty, takie jak Prolastic X-Ray Detector, oraz urządzenia DIY, wśród których wyróżniają się Gamma Gauge i Failla Cocktail.

Źródło: Muzeum Radiacji i Radioaktywności. Zdjęcia: ShopDakotaRelics na Etsy.