Revenge of the Sith: Remake ujęcie po ujęciu od fanów Star Wars
Revenge of the Sith

Zakończenie drugiej trylogii Gwiezdnych wojen – nienawidzone przez wielu, kochane przez nielicznych – wywołało sporo kontrowersji wśród fanów sagi. Nie przeszkodziło to jednak grupie fanów Star Wars, którzy wypuścili Revenge of the Sith, remake zrobiony ujęcie po ujęciu.

Wszyscy uwielbiamy pierwszą trylogię Gwiezdnych wojen. Z drugą trylogią jest już różnie – jedni ją lubią, drudzy (większość) nie. I podczas gdy czekamy na premierę Star Wars: The Last Jedi, grupa fanów Star Wars właśnie wypuściła Revenge of the Sith, remake ujęcie po ujęciu. Za tą domową rekonstrukcją stoją Knights of Renesmee Ltd, You're All Sackless Pictures i TDS Productions. Trzeba przyznać, że to absolutnie absurdalne przedsięwzięcie. Praca kilku przyjaciół z zabawkowymi mieczami świetlnymi i mnóstwem wolnego czasu dała efekt w postaci wersji Revenge of the Sith, która jest bardziej demake niż remake.

Zabawnie fatalna realizacja

Nie spodziewaj się jednak produkcji na poziomie takich fanowskich dzieł jak Star Wars: Liberation czy Darth Maul: Apprentice. Tutaj scenografię stanowią salony, wnętrza samochodów udające kabiny statków, a także niesamowicie ponura plaża, gdzie rozgrywa się finałowy pojedynek. Efekty dźwiękowe są z puszki, kostiumy są fatalne, a wszystko nagrywano wśród śmiechów. Bez wątpienia zażenowująca jakość tej rekonstrukcji balansuje na granicy hołdu i parodii. Oglądając, nie sposób stwierdzić, czy autorzy uważają remake Revenge of the Sith za genialny czy okropny.

Jedno jest pewne – twórca Tim Hoekstra i jego koledzy filmowcy bawią się przy tym znakomicie. Jeśli przetrwałeś sto czterdzieści minut oryginalnej wersji, spokojnie wytrzymasz sto piętnaście minut tego remake Revenge of the Sith. Przy okazji obejrzyj kreację Hoekstry w słynnej scenie pojedynku na Mustafar, gdy wypowiada kwestię: „To koniec, Anakinu. Mam przewagę” – dokładnie od 1:30:10. Śmiech gwarantowany.