Zakup nowego samochodu może być prawdziwą przyjemnością albo źródłem irytujących doświadczeń. W przypadku konkretnego modelu Model S Tesla potrafi dostarczyć odrobinę obu tych rzeczy jednocześnie. Tyler Martin jest właścicielem Tesli Model S zakupionej w grudniu 2016 roku i opublikował na YouTube film, w którym wymienia wszystkie problemy, jakie spotkały ten samochód od momentu otrzymania kluczyków. Choć przyznaje, że Tesla rozwiązała część problemów, to właśnie ich surowa liczba zwraca uwagę.

Wszystkie problemy Tesli Model S: Mężczyzna dokumentuje rok usterek w swoim samochodzie Tesla
Tesla Model S

Wyobraź sobie, że masz możliwość zakupu Tesli Model S. Wariant 60D ma cenę bazową 73 000 dolarów, a po odbiorze każdy spodziewałby się, że samochód będzie w idealnym stanie. Jednak historia Tylera Martina rozwiewa te złudzenia i pokazuje, że rzeczy nie zawsze układają się dobrze. Tesla dostarczyła Martinowi jego 60D w grudniu 2016 roku, a on od razu zauważył kilka defektów kosmetycznych, które nie powinny mieć miejsca: począwszy od niedoskonałości lakieru, przez rysy, sporo kurzu, pozostałości na ekranie dotykowym, po problemy z wyrównaniem jednych z tylnych drzwi. Większość tych punktów została poprawiona, ale „przygoda” Martina dopiero się zaczęła…

https://www.youtube.com/embed/dKQPHC4JyAU

W tym 25-minutowym minidokumencie wyjaśnia, że jego Tesla S musiała trafić do serwisu sześć razy w ciągu niecałych jedenastu miesięcy i zmierza do siódmej wizyty. Martin podkreśla, że zrobił swoje zadanie i wiedział o ograniczeniach kontroli jakości w Tesli, ale nie spodziewał się czegoś takiego. Pierwszy serwis odbył się w marcu, przy przebiegu 4 600 kilometrów. Przez pierwsze trzy miesiące pojawiło się kilka drobnych usterek, ale ze względu na odległość półtorej godziny jazdy do centrum serwisowego postanowił wszystko zarejestrować, aby przekazać technikom kompletny raport. Lusterko boczne po stronie kierowcy nie składało się całkowicie, problem z wyrównaniem prawych tylnych drzwi nadal występował, podobnie jak opóźnienie w ich otwieraniu i dziwne hałasy, a kierownica była lekko przekrzywiona… chyba rozumiesz: mnóstwo drobnych niedogodności, które się kumulują i osiągają niemal masę krytyczną.

Podczas pierwszego serwisu technikom udało się rozwiązać zaledwie jeden z siedmiu zgłoszonych defektów. Kolejne wizyty przyniosły poprawę celności, ale fundamentalny konflikt leży pomiędzy oczekiwaniami Martina jako kierowcy-klienta a tym, co Tesla nazywa rozwiązaniami „w ramach specyfikacji”. Mimo to Martin twierdzi, że prowadzenie Model S to fantastyczne doświadczenie, a kontakt z technikami zawsze był dobry, pomimo niedokończonych napraw i odrobiny pecha. Sześć wizyt serwisowych w jedenaście miesięcy nie jest normalne, a jeśli odłożymy na bok niemal obsesyjne zwracanie uwagi na szczegóły, prawda jest taka, że nie jest osamotniony, a skargi nie dotyczą tylko Modelu S. Być może to wyjaśnia, dlaczego Model 3 znika z rynku, z mniej niż 300 dostarczonych egzemplarzy.